Abarth Inspiracje

Spiders’ Winter Trip – zimowa wyprawa Fiatem i Abarthem 124 Spider

Roadster w naturalny sposób przyciąga spojrzenia.

Ale jeszcze bardziej zwraca na siebie uwagę w Polsce, w umiarkowanie ciepłym klimacie. Zimą. W górach.

Stwierdziliśmy „czemu nie?”. Wybraliśmy się w kilkudniową, zimową podróż Fiatem i Abarthem 124 Spider, by sprawdzić ile frajdy da nam napęd na tylne koła, czy wnętrze roadstera z miękkim dachem rzeczywiście ciężko nagrzać oraz czy w zimowej aurze, białe nadwozie może pozostać czyste na dłużej niż 10 minut po myciu.

Dzień 1

Wyruszyliśmy z Warszawy w godzinach szczytu, przez co mieliśmy dłuższą chwilę by postać w korku, w spokoju posłuchać muzyki z fantastycznego zestawu audio Bose oraz dobrze się zastanowić czy to dobry pomysł ruszać na podbój zaśnieżonych Tatr, mając do dyspozycji niewielkie włoskie kabriolety podane w dwóch stylach. Sportowym i bezwzględnie sportowym.

Klamka zapadła, jedziemy. Wydostaliśmy się z korków i pomknęliśmy przed siebie autostradą. Cel pierwszego dnia – Katowice.

Dostaliśmy się tam dość sprawnie i zaparkowaliśmy auta pod hotelem, jednak dzień jeszcze się dla nas nie skończył. Pozostało zaplanować gdzie będziemy robić zdjęcia nazajutrz.

Dzień 2

Odwiedziliśmy Spodek, Międzynarodowe Centrum Kongresowe i Nikiszowiec. Gdyby nie ponura pogoda, zapewne zostalibyśmy jeszcze na kilka ujęć, bo urok zabytkowej dzielnicy jest naprawdę nieprzeciętny. Co więcej, Fiat znakomicie tu pasował.

Po południu ruszyliśmy w trasę. Cel – Bukowina Tatrzańska.

No dobra, nie odmówiliśmy sobie też spaceru po Krupówkach i rundki po centrum. Oczywiście bez dachu. Zanim zaczniecie pukać się w głowę, musicie wiedzieć, że podniesienie szyb w górę i włączenie ogrzewania w 100% załatwia sprawę. W środku jest naprawdę ciepło, dla ciepłolubnych są jeszcze podgrzewane siedzenia. Dopóki jedziemy i nie przekraczamy prędkości, które w mieście i tak nie są dozwolone, możemy cieszyć się zupełnie normalną temperaturą we wnętrzu roadstera.

Dzień 3

Z samego rana odwiedziliśmy Małe Ciche oraz drogę w okolicach Morskiego Oka. Górskie serpentyny były tego dnia zaśnieżone – tylnonapędowe Spidery spisały się jednak znakomicie, pozwalając na lekkie uślizgi tylnej osi. Abarth jest wyposażony w mechanizm różnicowy o ograniczonym uślizgu, czyli krótko mówiąc szperę. Jeśli ESP pozostanie włączone, o żadnych poślizgach nie ma mowy. Gdy kierowca wyłączy ESP, ma pełną kontrolę nad tym czy i w jakim stopniu będą się ślizgać napędzane koła.

Temperatura tego poranka spadła do -8 stopni Celsjusza, jednak wnętrza kabrioletów szybko się nagrzały i pozostały ciepłe. Wniosek? Roadstera, nawet w zimę nie trzeba się obawiać. W odparowaniu szyb pomaga klimatyzacja, a dachy naszych Spiderów pozostały szczelne czy trzaskający mróz, czy słoneczna odwilż.

Po zdjęciach zdecydowaliśmy się ruszyć w najdłuższy odcinek naszej wyprawy. Trasę z Bukowiny Tatrzańskiej do Sopotu.

Dzień 4

Lub dzień trzeci, ale już po północy. Dotarliśmy do Sopotu! Noc z piątku na sobotę nie byłaby kompletna bez przejażdżki w okolice „Monciaka”. Zmęczeni trasą nie pozostaliśmy na mieście długo i zaparkowaliśmy Spidery w garażu.

Po kilku godzinach upragnionego snu ruszyliśmy do portu przeładunkowego w Gdyni. Lawirując między setkami kontenerów złapaliśmy nawet trochę słońca, a na zdjęciach uwieczniliśmy Abartha w industrialnym klimacie. Tuż obok ważących setki ton suwnic, włoski roadster o masie nieprzekraczającej tony. To nie mogło się nie udać.

Po sesji w porcie, przyszedł czas na Gdańsk, w której klasyczna architektura stanowiła tło dla samochodów. Następnie zatoka Pucka, w której deszczowa aura pokrzyżowała nam szyki. Kilka zdjęć później postanowiliśmy odpocząć i pojechać na rybkę.

To jednak nie koniec czwartego dnia – wieczorem postanowiliśmy jeszcze odwiedzić wybrzeże i w dobrze rozpoznawalnym punkcie zrobić zdjęcia wieczorne.

Dzień 5

Ostatni dzień nadszedł zaskakująco szybko. Czas spędzony w towarzystwie dwóch 124 Spider, zdaje się płynąć szybciej. Zebraliśmy się, już bez pośpiechu, z Trójmiasta i obraliśmy na cel Warszawę, z przystankiem w Łodzi. Off Piotrkowska to znakomite miejsce, w którym stare zabudowania spotykają się ze świeżym podejściem do jedzenia. Tutaj dobrze zjecie, nacieszycie oczy architekturą i klimatem. A jak się trafi to i dwoma włoskimi roadsterami.

Po nocnych ujęciach z Łodzi, czas wracać do domu. Skierowaliśmy się w stronę placu Defilad w Warszawie, by tam uwiecznić „linię mety” naszej trasy.

Co to była za wyprawa!

124 Spider zarówno w wykonaniu Fiata i jak i Abartha może i nie jest krążownikiem do połykania kilometrów w trasie, ale ma nieprzeciętnie wygodne fotele, jest wyjątkowo angażujący i bardzo żwawy. Autami przejechaliśmy około 2500 kilometrów i… chętnie byśmy to powtórzyli.