Jeep Inspiracje

Willys – bohater w szeregach aliantów

W czasie pierwszej Wojny Światowej podstawowym środkiem transportu oraz towarzyszem żołnierzy w nawet najcięższych momentach był koń.

Jednak koń, tak jak każda żywa istota, ma swoje ograniczenia; może zostać ranny, zmęczyć się, zmarznąć. Dlatego już wtedy zaczęto eksperymentować z użyciem samochodów w działaniach wojennych. Na pierwszy ogień poszedł legendarny Ford Model T, jednak był on dość ciężki i słabo radził sobie poza drogami. W 1936 i 37 roku ręcznie wyprodukowano kilka sztuk pojazdu zwiadowczego Howie Machine Gun Carrier. Nie bardzo przypominał samochód w dzisiejszym rozumieniu – składał się głównie z ramy, kół i silnika, a żołnierze z karabinami leżeli w nim na brzuchach. Chociaż nie był przesadnie praktyczny, już wtedy zauważono, że cechami niezbędnymi takiego pojazdu są jego lekkość i wytrzymałość.

Samochód do zadań specjalnych

Właśnie te zalety znalazły się na liście wymagań, które armia amerykańska przedstawiła producentom samochodów w 1940 roku. Nowy pojazd zwiadowczy musi być lekki, łatwy w transporcie i naprawie, wytrzymały, szybki, wszechstronny i prosty w modyfikacji oraz jeździć praktycznie po każdym typie nawierzchni spotykanym na Ziemi. Wszelka dokumentacja projektowa i kosztorysowa oraz w pełni sprawny prototyp miały zostać przedstawione po jedynie 49 dniach. Wyzwanie podjęły dwie firmy; Willys Overland i American Bantam Car Company, jednak to właśnie chylący się wtedy ku upadkowi Bantam przed wyznaczonym terminem dostarczył plany i prototyp złożony z części, które mieli „pod ręką” w połączeniu z kompletnie nowym układem napędowym opracowanym przez Spicera. Spełniał on wszystkie wymagania wojska poza jednym, aczkolwiek kluczowym z nich: mocą silnika. Z pomocą przyszedł Willys Overland i projekt szybko zmodyfikowano by współpracował z ich silnikiem Go Devil i to właśnie ta firma finalnie wygrała kontrakt.

Wjeżdża wszędzie. Jest wierny jak pies, silny jak muł i zwinny jak kozica. Nieprzerwanie znosi dwa razy więcej niż to, na co został zaprojektowany i po prostu jedzie dalej.”

Ernie Pyle, korespondent wojenny o Jeepie

Wszędobylski

Małych Jeepów w czasie II wojny światowej wyprodukowano aż 650 tysięcy. Były wszędzie i nietrudno zgadnąć co było tego powodem; silnik Willysa wytrzymywał aż 100 godzin nieprzerwanej pracy na 4000 obrotów na minutę i wciągał go na podjazdy o nachyleniu 40 stopni. Niski, lekki samochód był też mistrzem trawersowania i przewracał się dopiero przy 50 stopniach przechyłu. Dodatkowo radził sobie z błotem, piachem, głęboką wodą i śniegiem. A gdyby to było za mało, można było szybko przekształcić go w ambulans, wsparcie ogniowe czy transporter, również z przyczepą lub działem. Były też amfibie i wersje jeżdżące po szynach. Małe wymiary i niska waga pozwoliły na łatwy transport lotniczy, nawet szybowcem o drewnianej konstrukcji. Za te cechy pokochali je nie tylko żołnierze sił alianckich; Willys był też jednym z najchętniej przechwytywanych pojazdów przez wojska niemieckie.

W służbie Jej Królewskiej Mości

Wszechstronność Jeepa w szczególnie śmiały sposób wykorzystywali Brytyjczycy. Nie ograniczali pojazdu do jego podstawowej funkcji transportera i z powodzeniem przeprowadzali ataki i zasadzki na tyłach wroga. W 1941 roku na terenie Afryki Północnej szkocki arystokrata David Stirling stworzył niewielki oddział świetnie wyszkolonych komandosów, który w ciągu 15 miesięcy właśnie przy użyciu Jeepów zdążył zniszczyć ponad 250 samolotów, setki pojazdów, tory kolejowe, ośrodki łączności oraz przechwycić dziesiątki dostaw zaopatrzenia. Stirling nazwał swój oddział Special Air Service (SAS), czyli obecne brytyjskie siły specjalne.

Polskie akcenty

Willys był skromnym, choć niezastąpionym bohaterem w armiach Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Australii, Indii, Kanady, Nowej Zelandii, Chin oraz wielu alianckich krajów europy. W ramach umowy Land-Lease około 50 tysięcy sztuk trafiło do wojsk ZSRR, a tym samym do Ludowego Wojska Polskiego. Służyły w 1 Dywizji Pancernej generała Maczka (bitwa pod Falaise po lądowaniu w Normandii), Samodzielnej Brygadzie Strzelców Karpackich w Afryce, 2 Korpusie Polskim generała Andersa w bitwie pod Monte Cassino i 1 Samodzielnej Brygadzie Spadochronowej pod dowództwem generała Sosabowskiego podczas operacji Market-Gerden.

 

Rola Jeepa w czasie II wojny światowej jest nie do przecenienia. I chociaż nie był wielkim pancernym pojazdem, był ciasny, niewygodny i czasem miał problem z jechaniem prosto, dla wielu żołnierzy był właśnie tym, czym kiedyś koń: towarzyszem. To jego wspominali z ogromnym rozrzewnieniem i rzadko był traktowany jak zwykły element wyposażenia. Udział tego niewielkiego, zaprojektowanego niemal “na kolanie” samochodu zmienił bieg historii, a jego znaczenie najlepiej podsumowują słowa prezydenta Dwighta Eisenhowera:

„Elementami wyposażenia wojskowego, które najbardziej wpłynęły na wynik wojny były bazooka, samolot transportowy C-47, bomba atomowa oraz Jeep.”

Prezydent Stanów Zjednoczonych, generał Dwight Eisenhower