Jeep Inspiracje

Travelery 2017 – Greenland Ice Trip. Wywiad z Jakubem Rybickim i Pawłem Wichrem.

W śniegu i mrozie przez Grenlandię. Na rowerze. Jakub Rybicki i Paweł Wicher przemierzyli pustkowia, lodowe jaskinie i małe, grenlandzkie miasteczka. Ta podróż dała im nominację do tegorocznej edycji Travelerów.

 

Jak się poznaliście? Jaka była Wasza pierwsza wspólna wyprawa?

Znamy się ze studiów (stosunki międzynarodowe, spec. wschodoznawstwo), byliśmy w jednej grupie na języku rosyjskim 🙂

Jak zaczęła się Wasza pasja do podróży?

Kuba: Podróżuję właściwie od kiedy pamiętam. Od małego jeździłem z rodzicami na spływy kajakowe oraz bliższe lub dalsze wycieczki po Polsce. Wychowywałem się na Mazurach, gdzie są fantastyczne trasy rowerowe, więc kilkudziesięciokilometrowe wycieczki były dla mnie normą, właściwie od zawsze. Co ciekawe, od dwunastego roku życia do dziś jeżdżę na tym samym rowerze 🙂

Paweł: Lubiłem spędzać czas poza domem od czasów harcerstwa. Niekoniecznie na rowerze. Długie piesze trasy i rajdy zawsze sprawiały mi przyjemność. Pewnego dnia Kuba na studiach zaproponował mi wycieczkę do Aten, zgodziłem się. I tak nie przejechawszy nigdy wcześniej więcej niż 10 km na raz, ruszyłem w przygodę.


Czy w czasie wyprawy w tak mroźne miejsca nie przemknęło Wam przez myśl, że moglibyście wybrać destynacje, w której problemem jest zbyt wysoka, a nie zbyt niska temperatura? Samotność na mroźnym pustkowiu zdaje się być groźniejsza od 30-40 stopniowego upału…


To już przerabialiśmy. Pierwsza wyprawa rowerowa Wichra to 3000km przez Bałkany, w temperaturach powyżej 40 stopni na słońcu. W naszej osobistej ocenie to co najmniej tak samo niesprzyjające do jazdy warunki jak silny mróz. Wydaje się też, że tak wysoka temperatura w podobnym terenie (tj. odludnym i bezludnym) jest równie niebezpieczna. Istnieje wtedy stały problem pozyskiwania wody, którego z oczywistych powodów nie ma na zimowych wyprawach.

Wycieczka rowerowa w dużym upale przebiega pod dyktando słońca: trzeba wstawać w okolicach wschodu słońca i pedałować tak długo, jak długo się da, najczęściej do godziny 10-11. Potem następuje siesta do wczesnego wieczora, podczas której nie jesteśmy w stanie wyjść z cienia, a następnie pedałowanie do nocy. Nie lubimy ani wstawać rano, ani jeździć po ciemku, ani bezczynnie i bezproduktywnie leżeć. Kolejnym problemem, którego nie ma w zimie, jest wszelkie robactwo i komary. Wreszcie, last but not least, zimowe krajobrazy są w naszym odczuciu po prostu piękniejsze.

Kuba: co ciekawe, jedna z bardziej niebezpiecznych sytuacji podczas moich wypraw miała miejsce w środku Europy, na drodze z Mostaru do Sarajewa. Trasa jest przepiękna – z jednej strony pionowe skały, z drugiej równie pionowe urwisko. Oczywiscie zero jakiegokolwiek cienia. Temperatura na słońcu trudna do zmierzenia, ale na pewno powyżej 40 stopni. W takich oto warunkach przebija mi się opona. Zapasową zużyłem godzinę wcześniej, łatki nie chcą się kleić, nawet pompka odmawia posłuszeństwa (roztopiła się uszczelniająca guma). nie miałem też już prawie wody. Po kilkunastu minutach mocowania się z oponą zaczynam łapać stopa, ale nikt nie chce się zatrzymać. Telefon nie działa. W końcu, gdy przed oczami latały mi już czarne mroczki, zabrała mnie pomoc drogowa. Głupia sytuacja, a mogła się skończyć bardzo źle.

W trakcie wyprawy odwiedziliście również Sisimiut – 5,5 tysięczne miasto. Jak w 2-3 słowach opisalibyście klimat takiej grenlandzkiej miejscowości?

Miasteczka tej wielkości są w Polsce uznawane za tzw. “dziury”, gdzie pies z kulawą noga nie zagląda, a diabeł mówi dobranoc. W grenlandzkich warunkach to druga metropolia kraju, z paroma szkołami, w tym jedną wyższą. Jest tu kilka hoteli, bo i turystów, szczególnie latem, jest coraz więcej. Czuć, że to miejsce żyje, na ulicach jest sporo ludzi mimo mrozu. Mieszkańcy chcący odpocząć na łonie natury po prostu biorą skuter lub psi zaprzęg i jadą za miasto. Okoliczne krajobrazy dosłownie zwalają z nóg. Jest tu też organizowana największa coroczna impreza sportowa na Grenlandii – Arctic Circle Race.

Czy Wasza wyprawa wymagała specjalnego przygotowania? Chodzi o kwestie kondycyjne, ale również psychiczne – na swoim blogu pisałeś, że czasem nie można się było zorientować dokąd tak naprawdę się zmierza.

Do tego rodzaju wypraw człowiek przygotowuje się cały czas, nabierając stopniowo doświadczenia. Wiemy jak nasze organizmy reagują na silne mrozy, potrafimy naprawić większość rzeczy w rowerach, znamy też swoje reakcje na trudne sytuacje. To daje pewien komfort psychiczny. Sytuacja, gdy trafiasz na “białą ścianę”, tj. nie widzisz nic dookoła, a błędnik wariuje, jest oczywiście deprymująca, ale w kontekście naszej wycieczki nie stwarza wielkiego zagrożenia (co innego w górach, gdy możesz zabłądzić we mgle i spaść w przepaść).

Jeżeli chodzi o przygotowanie fizyczne, to stoimy na stanowisku, że każdy w miarę zdrowy człowiek jest w stanie robić podobne rzeczy, jeśli ma za przewodnika kogoś doświadczonego. Cały sekret tkwi w głowie i naszej determinacji, by osiągnąć cel. Oczywiście jeździmy na rowerach cały rok, ćwiczymy też pod kątem długotrwałego wysiłku (pływanie, bieganie).

2 koła w rowerze, choć szerokie często nie dawały sobie rady z głębokiem śniegiem. Czy były momenty, w których mieliście ochotę rzucić jednoślady i po prostu przesiąść się w prawdziwy terenowy samochód?

Samochód wiele by na naszym szlaku nie pomógł, ale moglibyśmy przesiąść się np. na skuter lub psi zaprzęg. Skoro zdecydowaliśmy się na jednoślady, to przyjmujemy je ze wszystkimi minusami. Wiedzieliśmy, że trzeba będzie trochę pchać, ale wynagradzają to zjazdy. Innymi słowy – raczej nie miewamy chwil zwątpienia i naprawdę lubimy jazdę rowerem 🙂

Jaki widok zrobił na Was największe wrażenie? Grenlandia na zdjęciach z wyprawy wygląda czarująco.

Kuba: Zdecydowanie lodowiec Russela z jaskinią lodową oraz lądolód Grenlandzki – widok na ciągnący się tysiącami kilometrów lód, pokrywający prawie całą wyspę. Widok tej potęgi ustawia człowieka we właściwych proporcjach względem przyrody. Do myślenia daje również zatrważające tempo topnienia lodu. Miejsce, w którym byliśmy w zeszłym roku, dziś wygląda prawdopodobnie zupełnie inaczej.

Paweł: Ja odpowiem trochę na przekór – to nie widok zrobił na mnie największe wrażenie, lecz dźwięk, a raczej jego brak. Absolutna cisza. Człowiek przenosi się do innej rzeczywistości. Lubię to uczucie, można w 100 % przebywać sam ze sobą (ze swoimi myślami) i poukładać sobie sprawy.   

 

Kliknij by zobaczyć pozostałych kandydatów nominowanych do plebiscytu Travelery 2017!