Jeep Inspiracje

Travelery 2017 – Pieszy Trawers Islandii. Wywiad z Łukaszem Superganem.

Samotne, piesze wędrówki to prawdziwe wyzwanie. Świadomość, że jest się zdanym wyłącznie na siebie to dla Łukasza Supergana żadna nowość. Jego nominacja do Travelerów 2017 to wynik pieszego trawersu Islandii. Rzecz jasna w pojedynkę. Przeczytajcie drugi z naszej serii wywiadów.

Przełomowym momentem, kiedy zdecydowałeś się zacząć podróżować pieszo, była dla Ciebie samotna wyprawa Łukiem Karpat. Jesteś typem samotnika? 

Zdecydowanie tak, choć nie bezwzględnego. Kocham góry i wędrowanie, wolność jaką dają. Odkrywam jednak, także teraz,  na szlaku którym właśnie idę, że lubię także spotkania z ludźmi i lekcję, jaka z nich wynika. Wolę ich jednak spotykać na biwakach, pod koniec dnia, gdy siadamy wokół ogniska lub schroniskowego stołu i opowiadamy swoje historie. W dzień wolę jednak iść sam – zazwyczaj.

Odwiedziłeś sporo miejsc, w zupełnie różnych miejscach, skąd czerpiesz inspiracje do kolejnych wędrówek?

Nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Czasem to przypadkowy impuls, jakaś fotografia, rzut oka do atlasu, okładka książki. Inspiracją do przejścia Pirenejów był widok przewodnika w księgarni. Do podróży przez Azję – artykuł o wykopaliskach na Jedwabnym Szlaku. Bywa to niespodziewane i zwykle potrzebuję chwili, by powiedzieć sobie „chcę to zrobić”.

Na swoim blogu dajesz bardzo konkretne wskazówki  jak się przygotować do wędrówki, co zabrać do plecaka itp. Utrzymujesz kontakt ze swoimi odbiorcami?

Poprzez stronę, profil FB, a także spotkania: odkryłem, że te ostatnie są czasem najlepszą formą bezpośredniego kontaktu. Twarzą w twarz najłatwiej zdać pytania i najszybciej się na nie odpowiada. Strona – unikam słowa „blog”, choć oczywiście ma formułę bloga – to miejsce na praktyczne rady. Przy czym ważne jest dla mnie pisanie nie tyle o tym „co mieć” i „co kupić”, a bardziej o tym, jakich umiejętności wymaga wędrowanie w różnych środowiskach, strefach klimatycznych itp. Ostatecznie to, co umiemy, jest ważniejsze niż to, co mamy.

Czy mimo bardzo dobrego przygotowania do wędrówki zdarzyło Ci się, że coś Cię zaskoczyło?

Wielokrotnie! I zawsze tak jest, i będzie. Tej zimy świetnie przygotowany wyruszyłem na wschód, by przejść całe Karpaty Ukraińskie. Opad śniegu był jednak tak potężny, że nie byłem w stanie wyjść wyżej w góry. To był mało udany początek sezonu. Rzadko zdarza mi się czegoś zapomnieć, częściej to warunki zaskakują czymś nieoczekiwanym. To jednak część tej gry.

Czy przygotowujesz się fizycznie do takich wędrówek, czy doświadczenie pozwala Ci po prostu wyjść i wędrować?

Im starszy jestem, tym bardziej dostrzegam to, że ważne jest utrzymywanie formy także między dużymi podróżami. Na przykład poprzez bieganie czy zwykłe wędrówki, ale krótkie, 1-dniowe lub weekendowe. Bez nich wyjazd na wyprawę jest możliwy, ale pierwsze jej dni będą bolesne. Oprócz sprawności mięśni ważna jest też ich elastyczność i tu naprzeciw wychodzi np. joga. To jednak oczywiście fizyczna strona przedsięwzięcia. Bywa, że przygotowanie jakiegoś przejścia od strony logistyki, transportu, załatwienie formalności i znalezienie kontaktów na miejscu to miesiące spędzone przez komputerem i nad mapami. Nawet krótka, kilkudniowa wędrówka po Polsce wymaga zaplanowania przynajmniej dojazdu i trasy. No, chyba, że świetnie znam jakieś miejsce, np. Bieszczady czy wschodni Beskid Niski lub Tatry. Tam mógłbym spakować się i jechać w ciemno, jednak i wtedy sprawdziłbym przynajmniej pogodę.

Czy już wiesz gdzie wybierzesz się w następną wędrówkę?

Planów mam zawsze więcej niż czasu na ich realizację, ale tak. W tym roku zimę i wczesną wiosnę spędzam na przejściu Izraelskiego Szlaku Narodowego, 1000 km przez ten niewielki, ale urozmaicony kraj. Krótko po powrocie mam w planach gruziński Kazbek, potem także Grenlandię, a latem – duże przejście górskie w Europie, o którym głośno jeszcze nie mówię. Kolejne lata to dalsze szlaki, w tym przejście Gór Dynarskich na Półwyspie Bałkańskim i szlaki długodystansowe w Stanach Zjednoczonych. A między nimi spotkania, praca pisarska – chcę tej jesieni zacząć kolejną książkę –  i kilka projektów filmowych.

Czy zamieniłbyś czasem swoje nogi na pojazd? Np. Jeepa? 🙂

Czasem, gdy szlak jest trudny, a pogoda wredna, mam taką pokusę. Pozostaję jednak wierny moim dwóm nogom, choć korzystam z transportu w miejscach szczególnie trudno osiągalnych. Samochód terenowy bywał nie raz wybawieniem np. w górach tadżyckiego Pamiru. Setki kilometrów, olbrzymie przestrzenie do pokonania i jedyna droga, wspinająca się na wysokość 4600 metrów. W takich warunkach konieczny jest napęd na 4 koła… lub zdeterminowany rowerzysta.

Czy było takie miejsce że myślałeś że jesteś daleko od wszelkiej cywilizacji aż tu nagle… człowiek?

Tak, kilka razy, zawsze na pustyniach. Tak było w górach Zagros w Iranie, gdzie niespodziewanie spotykałem ludzi w pozornie niedostępnych dolinach i pustkowiu. Na Islandii, która jest pustynią wulkaniczną i zimną, a jednak odwiedzaną. I pustyni Negev w Izraelu, którą właśnie skończyłem – nawet w odległych zakątkach zdarzało mi się spotykać piechurów, najczęściej idących tym samym szlakiem co ja. Właściwie zawsze są to jednak miłe spotkania. Ostatecznie podróże nauczyły mnie, że świat jest pełen dobrych ludzi.

Kliknij by zobaczyć pozostałych kandydatów nominowanych do plebiscytu Travelery 2017!