Fiat Inspiracje

Fiatem 500 po Bieszczadach

Mija równo 60 lat od premiery kultowego auta, które niegdyś spełniało marzenia Włochów o posiadaniu własnych czterech kółek.

By uczcić okrągłą rocznicę postanowiliśmy „rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady” Fiatem 500 Nuova z 68. roku.

Sentymentalna podróż kultową „pięćsetką” prowadziła do miejsc, gdzie oprócz pięknych okoliczności przyrody czas po prostu zatrzymał się w miejscu. Celem naszej wyprawy zostały Bieszczady, jeden z nielicznych obszarów w Polsce, gdzie można bezpośrednio obcować z dziką przyrodą i podziwiać wspaniałe, nieskażone ingerencją człowieka, krajobrazy. Czerwony Fiat 500 L (Lusso) rocznik ’68, którym podróżowaliśmy dzielnie zniósł trudy wspinaczek po bieszczadzkich drogach, których pokonanie nie należy do najłatwiejszych.

Wielka Pętla Bieszczadzka powstała niemal w tym samym czasie, kiedy w Turynie miała miejsce premiera Fiata 500 Nuova. Było to niewielkie rodzinne Auto, tanie w eksploatacji o prostej konstrukcji, które umożliwiało swobodne przemieszczanie się w miastach i poza nimi. „Pięćsetka” była zasilana dwucylindrowymi, chłodzonymi powietrzem silnikami o pojemności od 499 do 594 cm3. Uzyskana moc do 21 pozwalała rozpędzić ten niewielki, trzymetrowy samochodzik do prędkości 100 km/h. Samonośne nadwozie, manualna skrzynia biegów o czterech przełożeniach oraz niewielka kanapka z tyłu, to było niemal wszystko, co oferował producent. Typowym elementem wyposażenia był, miękki, harmonijkowy dach oraz uchylne boczne szybki w kształcie trójkąta. Widziano go zarówno na parkingach robotniczych osiedli, jak i przed willami zamożnych obywateli jako drugi lub trzeci samochód w rodzinie. Do momentu zakończenia produkcji w roku 1975, fabrykę opuściło prawie 4 miliony egzemplarzy.

Wyprawa w Bieszczady to nie lada wyzwanie nawet dla aut o nowocześniejszej konstrukcji niż nasz uroczy „maluch”. Pierwszym zadaniem z którym przyszło nam się zmierzyć to pokonanie wielkiej pętli bieszczadzkiej. Droga ta biegnie z Leska przez Ustrzyki Górne i Dolne oraz Cisną by znów wrócić do Leska. Łączna jej długość wynosi 147 km. W latach 1955-1962 w jej tworzeniu brały udział jednostki Ludowego Wojska Polskiego. Po drodze można podziwiać pozostałości po minionych czasach – stare, opuszczone chaty, drewniane cerkwie, czy też ruiny zamków. Sama droga dostarcza niesamowitych wrażeń estetycznych, można podziwiać piękne widoki, a także sprawdzić się w trudnych warunkach.

Spore emocje dostarcza jazda serpentynami, które wymagają od kierowcy koncentracji i sporych umiejętności technicznych. Pokonywanie stromych podjazdów o nachyleniu dochodzącym do 12% zmuszało naszą „pięćsetkę” do zwiększonego wysiłku, ale ogólnie autko doskonale sobie radziło. Prowadziło się pewnie a umiejętne operowanie gazem i hamulcem zapewniało płynną jazdę. Bieszczadzkie drogi są bardzo zróżnicowane – posiadają świetnie wyprofilowane zakręty ale też tak ciasne, że wymagają specjalnej uwagi.

Wyprawa zakończyła się na jednym z najwyższych wzniesień w okolicy Tarnawy Górnej, gdzie podziwialiśmy niesamowity zachód słońca. „Pięćsetka” spisała się dzielnie, nie dała się pokonać serpentynom wijącym się pośród malowniczych wzniesień. Wśród dzikiej, nieskażonej przyrody ten klasyczny samochód prezentował się świetnie tak, jakby czas zatrzymał się w miejscu. Od momentu premiery w Turynie Fiat 500 zyskał uwielbienie, stał się ważnym elementem popkultury a dla wielu pasją na całe życie. Tak samo jak zachwycał kiedyś, tak zachwyca teraz, tym razem tu, w polskich Bieszczadach.

Już wkrótce więcej tekstów o Fiacie 500 – zapisz się do newslettera, aby nie pominąć najlepszych materiałów!